Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji w Polityce prywatności.
akceptuję

Gunnbjørn Fjeld

Zdobycie najwyższego szczytu Grendlandii - 3694 m n.p.m.

Gunnbjørn Fjeld
Gunnbjørn Fjeld
Gunnbjørn Fjeld
Gunnbjørn Fjeld
Gunnbjørn Fjeld
Gunnbjørn Fjeld
Gunnbjørn Fjeld
Gunnbjørn Fjeld
Gunnbjørn Fjeld
Gunnbjørn Fjeld
Gunnbjørn Fjeld
Gunnbjørn Fjeld
Gunnbjørn Fjeld

Zdobycie najwyższego szczytu Grendlandii - 3694 m n.p.m.

Zawsze pociągały mnie dziewicze tereny ziemi. Niedostępne i słabo poznane. Takie jak najwyższy szczyt Grenlandii - Gunnbjørn Fjeld, zwany Lodową Górą. Zdobyty po raz pierwszy w 1936 r. przez Wagera i Coultardsa, członków brytyjsko-duńskiej ekspedycji. Poznany lepiej dopiero w 2004 r., gdy norweska wyprawa dokonała pomiarów pozostałych dziesięciu szczytów znajdujących się, tak jak Lodowa Góra, w paśmie Gór Watkinsa.

Na szczycie mającej 3694 m n.p.m. góry stanęło zaledwie około 40 osób, w tym jedna Polka, dr Marzena Kaczmarska, glacjolog związana z Norweskim Instytutem Polarnym w Tromso. Najwyższego szczytu Grenlandii nie zdobyła jednak żadna polska wyprawa polarna. Dlatego wraz z moimi towarzyszami, podróżnikami i wspinaczami - Leszkiem Cichym, Tomaszem Walkiewiczem, Mirosław Polowcem oraz Ryszardem Rusinkiem – uznaliśmy, że zdobycie Gunnbjørn Fjeld byłoby ważnym punktem w historii polskiej eksploracji.

Całą ekspedycję podzieliliśmy na cztery etapy: transport rejsowymi liniami na Islandię, przelot na Grenlandię wynajętym samolotem przystosowanym do lądowania na polu lodowym, kilkudniową wędrówkę do podnóża góry oraz atak na szczyt. Sama góra nie jest specjalnie wysoka, ale jej zdobycie utrudniają trudne warunki pogodowe – skrajne temperatury, sięgające od kilkudziesięciostopniowego mrozu do temperatury dodatniej, topnienie lodowca i śniegu, wiatr, słaba widoczność. Wiedzieliśmy, że aura może okazać się naszym największym przeciwnikiem. Obawialiśmy się jej tym bardziej, że nie mieliśmy przecież na nią żadnego wpływu.

Szybko okazało się, że nasze obawy były uzasadnione. Gdy przybyliśmy na Grenlandię warunki były idealne – słońce, brak wiatru. Prognozy nie pozostawiały jednak wątpliwości – zbliżało się zdecydowane załamanie pogody. Musieliśmy rozpocząć wyścig z czasem i jak najszybciej podjąć próbę ataku na szczyt. Mieliśmy na to tylko kilkanaście godzin.

Ruszyliśmy. Wspinaczka szła dobrze, ale na niebie pojawiało się coraz więcej chmur, a wiatr przybierał na sile. Na jakieś 150 m przed celem zrobiła się zamieć i mgła. Nie mogliśmy iść dalej. Zabrakło nam około godziny. Zaczęliśmy odwrót. Widoczność była fatalna, świeży śnieg zasypywał nasze ślady sprzed kilku godzin, którymi staraliśmy się kierować. W tych warunkach odnalezienie drogi do bazy graniczyło z cudem. Po kilku godzinach kluczenia i mozolnego marszu w kopnym śniegu i przeraźliwym zimnie zobaczyliśmy w końcu nasze namioty. Wszyscy odetchnęli z ulgą.

W namiotach musieliśmy spędzić następne trzy dni. Dopiero czwartego dnia burza ucichła i pogoda umożliwiła kolejną próbę zdobycia szczytu. Tym razem wybraliśmy inną trasę. Pogoda dopisywała, ale gruba warstwa mokrego śniegu skutecznie spowalniał nasz marsz. Po 12 godzinach wyczerpującej wspinaczki udało nam się jednak wieczorem zdobyć szczyt! Odwrót zajął nam całą noc. Świtem kolejnego dnia byliśmy już w bazie. Gdy dotarliśmy do namiotów pogoda znów się pogorszyła. Mieliśmy niesamowite szczęście.


UCZESTNICY
Marek Kamiński
Leszek Cichy
Tomasz Walkiewicz
Mirosław Polowiec
Ryszard Rusinek