Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji w Polityce prywatności.
akceptuję

Pierwsza samodzielna wyprawa

rejs statkiem towarowym do portu Aalborg w Danii

Pierwsza samodzielna wyprawa
Pierwsza samodzielna wyprawa

rejs statkiem towarowym do portu Aalborg w Danii

W liceum dotarłem na statku handlowym do Danii. Była wtedy taka możliwość, że jak statek przewoził na przykład węgiel można było wykupić miejsce w kabinie w ramach,,rejsów okrężnych\'\'. Dowiedziałem się o tym, będąc u wujka w Szczecinie. Na Placu Kaszubskim w biurze Polskiej Żeglugi Morskiej wisiało ogłoszenie o sprzedaży biletów na rejsy okrężne. Najtańszy z nich - do Danii - kosztował 1.900 zł.

Nie pieniądze były największym problemem ani przekonanie rodziców, którzy nie wierzyli, że uda załatwić się urzędowe formalności. Musiałem przejść całą gehennę administracyjną, bo w urzędzie miejskim nikt nie słyszał o tymczasowym dowodzie osobistym, a ja miałem wtedy 15 lat. Do tego dochodziła notarialna zgoda rodziców i na końcu paszport. W czasie załatwiania tych wszystkich formalności zarabiałem na rejs, zbierając truskwaki, zmywając szyby na stacjach benzynowych.

Pod koniec wakacji udało się wypłynąć ze Szczecina do Aalborga. Płynęliśmy na przykład nocą przez Cieśniny Duńskie, a mnie udało się dostać na mostek kapitański, gdzie oficer tłumaczył mi, na czym polega nawigacja i te wszystkie pulsacje świateł, jak trzyma się kurs, itd.

W Cieśninie Øresund mijaliśmy Helsingør. Miasto, które leży w miejscu, gdzie cieśnina między Danią i Szwecją jest najwęższa z najpiękniejszym renesansowym zamkiem w całej północnej Europie - Kronborg, znanym na świecie jako zamek Hamleta.

Aalborg - to pierwsze spotkanie z zachodem, gdzie w sklepach są dzinsy i pomarańcze. Spędziliśmy tam dzień lub dwa, a potem statek - prawdopodobnie „Gliwice 2" wypłynął w powrotny rejs, tym razem do Gdańska.

Do Połczyna Zdroju wracałem pociągiem z kapitanem statku i pierwszym oficerem. Wypytywałem ich o każdy szczegół życia na okręcie. Kiedy wyznałem, że także chciałbym pływać - mocno mi to odradzili, przekonując, iż jeżeli chcę podróżować, to zawód marynarza jest ostatnim, jaki powinienem wykonywać. Brak w nim miejsca na zwiedzanie ciekawych miejsc, większość życia toczy się na morzu, traci się życie rodzinne.