Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji w Polityce prywatności.
akceptuję

Spitsbergen

Pierwsza samotna wyprawa polarna, pokonanie około 350 km

Spitsbergen
Spitsbergen
Spitsbergen
Spitsbergen
Spitsbergen
Spitsbergen
Spitsbergen
Spitsbergen
Spitsbergen

Pierwsza samotna wyprawa polarna, pokonanie około 350 km

Wyprawa zaczęła się od... życzliwości.

Z Moskwy 27 kwietnia poleciałem do Murmańska. Tam nie chcieli mnie puścić dalej. W czasie kłótni z milicją, Inturistem i nie wiadomo kim jeszcze, odleciał samolot do Tromso. Na szczęście jednak z barze spotkałem Norwegów, którzy zabrali mnie do swojego autobusu. Na granicy fińskiej znowu problemy... Nie miałem żadnego pozwolenia, ale Norwegowie poręczyli za mnie, więc w końcu wbito mi wizę! Kiedy powiedziałem, że będę całą noc jechał autostopem, żeby w Tromso złapać samolot na Spitsbergen, ktoś chodząc z kapeluszem po autobusie, zebrał pieniądze na bilet linii SAS, a kierowca przez radiotelefon zarezerwował miejsce... Dobrze spotkać życzliwość. Ot tak. Siostrę naszą zagubioną Życzliwość.

Potem już wszystko zależało ode mnie. Od sprzętu, jaki zabrałem. Od treningu fizycznego. Od przygotowania teoretycznego. Życie jest za krótkie, aby uczyć sie na błędach. Najlepszą praktyką jest dobra teoria. Niepowodzenia często biorą się z błędów w ocenie możliwych zdarzeń.

Na Spitsbergenie pomyślałem, że już nigdy nie będę chciał wracać do Afryki czy Południowej Ameryki, bo tam kolory strasznie hałasują. Tam był tylko biały i niebieski. Można w tych dwóch kolorach zmieścić wszystko, czego mi trzeba.

Pokonałem ok. 350 km ciągnąc pulki (małe plastikowe sanki) z ładunkiem ok 30 kg. Zdobyłem pierwsze doświadczenia na śniegu. Nigdy wcześniej nie spałem w namiocie na śniegu. Miałem drewniane narty i skórzane buty. Okazało się, że mój radziecki prymus, nie działa na mrozie. Przez trzy dni marszu palnik nie zadziałał ani razu. Nie mogłem się w ogóle napić, przyrządzić ciepłego posiłku. Byłem bardzo odwodniony. Gdy doszedłem do rosyjskiej bazy polarnej trafiłem akurat na koniec obiadu. Nie byłem głodny, ale wypiłem piętnaście kompotów gruszkowych.

W polskiej stacji arktycznej na Spitsbergenie poznałem Wojciecha Moskala. Tam właśnie powstał pomysł wyprawy na Grenlandię, przejścia wyspy wszerz, na nartach...