Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji w Polityce prywatności.
akceptuję

Zdobycie bieguna północnego

razem z Wojciechem Moskalem, 770 km w 72 dni

Zdobycie bieguna północnego
Zdobycie bieguna północnego
Zdobycie bieguna północnego
Zdobycie bieguna północnego
Zdobycie bieguna północnego
Zdobycie bieguna północnego
Zdobycie bieguna północnego
Zdobycie bieguna północnego
Zdobycie bieguna północnego

razem z Wojciechem Moskalem, 770 km w 72 dni

Podczas przejścia Grenlandii rozmawialiśmy z Wojtkiem Moskalem o kolejnej wyprawie... Postanowiliśmy dotrzeć na nartach na biegun północny bez pomocy z zewnątrz trasą pierwszego zdobywcy bieguna - Roberta Peary\'ego. To najtrudniejsza droga: z północnej Kanady po Oceanie Arktycznym, czyli w przeciwnym kierunku niż Dryf Transarktyczny, który spychał nas z powrotem.
Droga na północny biegun prowadzi po lodzie, który zimą pokrywa niemal całe Morze Arktyczne. Powierzchnia lodu jest nierówna, przecinają ją spiętrzone kry, tworzące wały 15-metrowej wysokości albo głębokie szczeliny - szczególnie niebezpieczne, bo zdradliwie przykryte cienką warstwą śniegu.

Wyruszyliśmy 13 marca ruszyli z Przylądka Columbia na Wyspie Ellesemera w Arktyce Kanadyjskiej. Do przejścia mieliśmy 870 km. Każdy z nas ciągnął sanki ze 120 kg ekwipunkiem. Szybko okazało się, jak mało wiemy o Arktyce. Czułem się jak dziecko, które buduje rakietę, żeby polecieć w Kosmos. Biegun był daleko jak Księżyc.

Przyzwyczajenie się do temperatury -50oC, wielkiej ciszy bądź wycia wiatru i wypracowanie własnych sposobów pokonywania lodowych szczelin i otwartej wody, zajęło nam „trochę" czasu. Przez pierwsze trzydzieści dni pokonaliśmy tylko 100 km. Została nam połowa racji żywnościowych i 770 km do pokonania. Na dodatek robiło się coraz cieplej (-30, -20 stopni) i musieliśmy się spieszyć, by zdążyć przed roztopami. Dotarcie do Bieguna graniczyło z cudem...

Przełom nastąpił na osiemdziesiątym ósmym stopniu. Na dwa tygodnie przed wyczerpaniem się żywności, kiedy wydawało się, że prawdopodobnie nie mamy szans na osiągnięcie Bieguna, postanowiliśmy mimo wyczerpania iść każdego dnia dwie godziny dłużej. Wydawało się, że nie mamy szans. Jednak wbrew temu, co mogliśmy obliczyć i zrozumieć, postanowiliśmy iść do końca i zobaczyć, co będzie dalej. Zamiast zdobywać Arktykę, zaczęliśmy po prostu żyć w lodach. Biegun nigdy nie dopuściłby nas do siebie, gdybyśmy myśleli tylko o jego zdobyciu.

Po siedemdziesięciu dwóch dniach marszu, 23 maja 1995 roku, stanęliśmy na północnym biegunie Ziemi.

W tym samym czasie, co my, wyruszyły na biegun dwie inne ekipy. Pierwsza, alpinisty Reihnolda Messnera i jego brata - została przerwana (zarwał się lód pod ich obozem, stracili większość ekwipunku i zmuszeni byli się wycofać). Drugą wyprawę podjął samotnie Oag MacKenzie i również się wycofał - zbyt ciężki sprzęt, ważący 240 kg, uniemożliwił mu wędrówkę.

 
UCZESTNICY
Marek Kamiński - lat 31
Wojciech Moskal - lat 37