Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji w Polityce prywatności.
akceptuję

Antarktyda

próba samotnego trawersu - 1450 km

Antarktyda
Antarktyda
Antarktyda
Antarktyda
Antarktyda
Antarktyda
Antarktyda
Antarktyda
Antarktyda
Antarktyda
Antarktyda
Antarktyda

próba samotnego trawersu - 1450 km

Pomysł na samotne przejście Antarktydy narodził się już podczas wyprawy na biegun południowy. Gdy zdobyłem w jednym roku oba bieguny zaczęło brakować mi kolejnego celu, wyzwania, które oddaliło by poczucie narastającej pustki. W końcu stało się jasne, że muszę wyruszyć w kolejną podróż. Przejść trasę od Morza Wedella przez biegun południowy do Morza Rossa. Nikt wcześniej nie przeszedł tej drogi samotnie, bez pomocy z zewnątrz.

Samotny trawers Antarktydy był niespełnionym marzeniem Ernesta Shackeltona.Irlandzki podróżnik podjął się odbycia, jak to określił, „ostatniej wielkiej podróży na ziemi" w 1915 r., ale plany pokrzyżowało mu zatonięcie statku, którym płynął. Musiał przerwać wyprawę, zanim na dobre się rozpoczęła, cudem uszedł z życiem ewakuując się z załogą na malutkiej szalupie.

Miałem przed sobą 2700 km, które chciałem pokonać w 100 dni. Plan zakładał, że trasę do bieguna południowego przejdę w 55 dni, a pozostały odcinek drogi, do zatoki McMurdo, zajmie mi kolejne 45 dni. W sankach, które miałem ciągnąć, znalazł się 200kg ekwipunek, mający zapewnić mi wszystko, co potrzebne na tak długi okres czasu.

Przez ponad 3 miesiące miałem stawiać czoła ekstremalnie niskim temperaturom, porywistym wiatrom, zastrugom, szczelinom. Antarktydę znałem dobrze – wiedziałem, że potrafi być piekielnie niebezpieczna, ale także zachwycająco piękna. Wierzyłem, że mi się uda.

Równolegle z moją ekspedycją odbywały się trzy inne, niezależne wyprawy polarne. Wszystkie miały ten sam cel: przejść Antarktydę w poprzek. Do zmagań ze śniegiem, zimnem, pogodą i z samym sobą stanęli: mój przyjaciel, Norweg Børge Ousland, Anglik - Ranulpf Fiennes i sześcioosobowa ekipa koreańska prowadzona przez Young Ho Heo.

Trawers mógł się udać jedynie podczas krótkiego arktycznego lata. Zimą szanse na przejście kontynentu są bliskie zeru. Trzeba było się spieszyć. Na Antarktydzie miałem znaleźć się wraz z pozostałymi podróżnikami 25 października 1996 r. Jednak fatalna pogoda uniemożliwiała nam przedostanie się samolotem z Chile do bazy Patriot Hills. Na dobre warunki czekaliśmy aż 18 dni! Mieliśmy więc opóźnienie już na samym starcie. To był jednak dopiero początek kłopotów. Swój samotny marsz rozpocząłem 15 listopada z wyspy Berknera. W trzecim dniu marszu ciągnący sanki spadochron przewrócił się, a ja zaplątałem się w linki i straciłem przytomność. Lotnia pociągnęła mnie nieprzytomnego przez około dwa kilometry. Byłem cały poobijany, podejrzewałem złamania kości. Wypadek zmusił mnie do zatrzymania się.

Drugi start odbył się 20 listopada z pozycji 78°14\'S. To była trudna droga. Jedna z najtrudniejszych, jakie pokonałem. Ból, brak wiatru, niesprzyjająca pogoda, puszysty śnieg hamujący sanki. Każdy dzień był walką o to, by jakoś iść dalej. Gdy w końcu, 13 lutego dotarłem ostatkiem sił na biegun, Børge Ousland miał już przewagę 25 dni i zbliżał się do końca wyprawy. Mimo to, chciałem iść dalej. Minąłem biegun. Było jednak już zbyt późno. Nawet przy poprawie pogody miałem szansę dotrzeć do Morza Rossa nie wcześniej niż przed końcem lutego lub na początku marca. Tymczasem 20 lutego zgodnie z umową kończył się dyżur samolotu asekurującego. Rozpoczynała się arktyczna zima. Zabrakło czasu. Po długim namyśle podjąłem decyzję o przerwaniu wyprawy i wróciłem do stacji na biegunie. Børge’owi się udało. Jest pierwszym człowiekiem, który bez wsparcia z zewnątrz przeszedł samotnie Antarktydę.


UCZESTNICY
Marek Kamiński