Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji w Polityce prywatności.
akceptuję

Boliwia

ZDOBYCIE SZCZYTU HUAYNA POTOSI I PODRÓŻ DO AMAZONII

Boliwia
Boliwia
Boliwia
Boliwia
Boliwia

ZDOBYCIE SZCZYTU HUAYNA POTOSI I PODRÓŻ DO AMAZONII

Przystępując w 1996 roku z Børge Ouslandem do wyścigu, kto pierwszy samotnie przejdzie Antarktydę obiecaliśmy sobie, że w niedalekiej przyszłości zrobimy coś razem. Umówiliśmy się, że po każdej większej wyprawie któregoś z nas, wybierzemy się we wspólną podróż.

Okazja nadarzyła się w 1998 roku. Zorganizowaliśmy wtedy wyjazd do Boliwii, którego celem było zdobycie leżącej w Andach góry Huayna Potosi ( 6088 m n.p.m. ). Traktowaliśmy to jako przygotowanie do wspinaczki na wyższe szczyty, niebawem chcieliśmy bowiem zaatakować któryś z ośmiotysięczników.

W czerwcu dotarliśmy do La Paz, najwyżej na świecie położonej stolicy, gdzie powoli przyzwyczajaliśmy się do wysokości i rozrzedzonego powietrza. Po zaaklimatyzowaniu się wynajęliśmy przewodnika i wyruszyliśmy w stronę Huayna Potosi.

Pogoda dopisywała i wkrótce mogliśmy zacząć atak na szczyt. Wejście na górę zajęło nam kilka dni, nocowaliśmy na skalnych półkach. Szło nam stosunkowo dobrze, choć nie obyło się bez kilku groźnych momentów. Raz Børge się poślizgnął i odpadł od ściany osuwając się kilka metrów. Uratowała nas uprząż i zabezpieczenia. Trudnym momentem było też pokonanie ostrej jak brzytwa skalnej grani, która przecinała nam drogę na szczyt. Jej przejście wymagało sporo siły i koncentracji, ale w końcu udało nam się zrobić przewieszkę i pokonać przeszkodę.

Gdy stanęliśmy na szczycie rozpierała nas duma i szczęście. Jak na nasze ówczesne możliwości to była naprawdę trudna góra i jej zdobycie kosztowało nas sporo sił, ale dało także sporo satysfakcji.

Po zejściu ze szczytu postanowiliśmy wybrać się wspólnie do dżungli. Nasz indiański przewodnik poprowadził nas do zagubionych w lesie tradycyjnych wiosek i pokazał Amazonkę. Pamiętam, jak pływaliśmy po rzece chybotliwą drewnianą łodzią i obserwowaliśmy leżące na brzegu krokodyle. Było ich całe mnóstwo, zarówno małe, jak i zupełnie ogromne. Uczyliśmy się też łowić piranie.

Najbardziej zapadło mi jednak w pamięć spotkanie z różowymi delfinami – największymi delfinami słodkowodnymi na świecie. Indianie nazywają je „bote” i wierzą, że delfin był kiedyś atrakcyjnym młodym wojownikiem, którego jeden z zazdrosnych o urodę bogów zamienił w wodnego ssaka. Podobno, w czerwcowe noce różowe delfiny przeistaczają się na powrót w młodzieńców i wychodzą na ląd, by uwodzić młode dziewczęta. Dlatego w Amazonii dzieci nie mające oficjalnego ojca uznawane są często za dzieci różowego delfina.

Wyprawa do dżungli amazońskiej była niezwykle ciekawą podróżą. Po ekspedycjach polarnych i zdobyciu biegunów, było to dla nas coś zupełnie nowego i bardzo ciekawego. Dobrze było zobaczyć świat z innej perspektywy, obserwować zderzenie różnych kultur, zwyczajów i wierzeń oraz doświadczyć niesamowitego bogactwa tropikalnej przyrody.

UCZESTNICY
Marek Kamiński
Børge Ousland