Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji w Polityce prywatności.
akceptuję

Atlantyk

PRZEPŁYNIĘCIE ATLANTYKU KATAMARANEM „POLPHARMA-WARTA” W 14 DNI

Atlantyk
Atlantyk
Atlantyk
Atlantyk
Atlantyk
Atlantyk
Atlantyk
Atlantyk

PRZEPŁYNIĘCIE ATLANTYKU KATAMARANEM „POLPHARMA-WARTA” W 14 DNI

Pod koniec roku 1999 Andrzej Piotrowski zaproponował mi, bym przyłączył się do organizowanego przez niego rejsu jachtem Gemini przez Atlantyk. Pomyślałem, czemu nie? Wiele lat temu, gdy budowałem razem z kolegą Jerzym Andrzejukiem jacht, miałem podobny pomysł. Chcieliśmy przemierzyć ocean lub przepłynąć naokoło Ziemi. Wtedy się nie udało. Rejs z Andrzejem był więc szansą na doświadczenie tego, o czym marzyłem już dawno temu.

Załoga jachtu Gemini była polska – oprócz Andrzeja i mnie popłynął z nami reżyser Filip Bajon oraz kilku znajomych. Ruszyliśmy z Portugalii, by niebawem zatrzymać się na Maderze. Na wyspie chcieliśmy nie tylko uzupełnić zapasy, ale także zobaczyć dom, w którym w 1930 roku mieszkał marszałek Józef Piłsudski. Szczególnie zależało na tym Filipowi Bajonowi, który interesował się tą sprawą i posiadał na jej temat sporą wiedzę. Dysponowaliśmy pamiętnikami adiutanta Marszałka i to one miały nas zaprowadzić do poszukiwanego budynku (wtedy nie było jeszcze wytyczonych trad do tego zabytku). Okazało się, że budynek zachował się w doskonałym stanie, a na ścianie widnieje duża tablica upamiętniająca wizytę Piłsudzkiego.

Kolejnym przystankiem był Wyspy Kanaryjskie. Tu do załogi dołączył ksiądz, który usłyszawszy o naszym rejsie, podjął spontaniczną decyzję o przyłączeniu się do załogi. Jak się okazało, nie był to najlepszy pomysł, gdyż większość czasu spędził w pozycji horyzontalnej walcząc z chorobą morską.

Naszym celem była wyspa na Karaibach, Barbados. Pogoda dopisywała, żegluga mijała spokojnie, niemalże luksusowo. W porównaniu z wyprawami polarnymi była to przyjemna wycieczka. Dużo rozmawialiśmy, łowiliśmy ryby, słuchaliśmy radia. Piątego dnia rejsu, pod malutką plastikową choineczką zawieszoną pod sufitem, siedliśmy do wigilijnego stołu. Trafiły na niego wcześniej przygotowane talerze z namalowanymi choinkami, ryby w puszce, czekolada, herbatniki i trochę chleba.

W Nowy Rok osiągnęliśmy środek oceanu i postanowiłem wykąpać się w morzu. Inni, pomimo wcześniejszych obietnic, zrezygnowali z pływania. Jacht szedł tylko na takielunku, więc przywiązałem się gruba liną i wyskoczyłem za burtę. Okazało się jednak, że mimo braku ożaglowania, Gemini płynie bardzo szybko i musiałem się mocno napracować, by naprężona lina nie wciągnęła mnie pod wodę. Gdyby nie to, że dobrze pływam, kąpiel mogłaby się skończyć niezbyt wesoło. Po półgodzinie udało mi się jakoś wdrapać na jacht.

Podczas rejsu obmyślałem kolejne możliwe wyprawy. Koledzy z załogi podrzucali kolejne pomysły: może pokonać chińską rzekę Jangcy, opłynąć świat, a może przejść przez wszystkie kontynenty?

W końcu w oddali na horyzoncie zobaczyliśmy ląd, który przybliżał się z każdą chwilą. Rejs dobiegał ku końcowi. Wiele się podczas niego nauczyłem. Zdobyte podczas niego doświadczenia mogłem wykorzystać kilka lat później podczas żeglugi katamaranem Warta-Polpharma. Jedynym minusem było to, że straciłem formę – na jachcie trudno o nią należycie zadbać.