Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji w Polityce prywatności.
akceptuję

Wyprawa na Zanzibar i wejście na Kilimandżaro

Wyprawa na Zanzibar i wejście na Kilimandżaro
Wyprawa na Zanzibar i wejście na Kilimandżaro
Wyprawa na Zanzibar i wejście na Kilimandżaro
Wyprawa na Zanzibar i wejście na Kilimandżaro
Wyprawa na Zanzibar i wejście na Kilimandżaro
Wyprawa na Zanzibar i wejście na Kilimandżaro
Wyprawa na Zanzibar i wejście na Kilimandżaro
Wyprawa na Zanzibar i wejście na Kilimandżaro
Wyprawa na Zanzibar i wejście na Kilimandżaro
O wejściu na najwyższą górę Afryki myślałem od czasu, gdy w dzieciństwie przeczytałem książkę Ernesta Hemingwaya „Śniegi Kilimandżaro”. Udało się dopiero w 1998 roku, gdy stanąłem na szczycie wraz z Leszkiem Cichym – zimowym zdobywcą Mount Everestu. Dobrze wspominam tamtą wyprawę i z przyjemnością, gdy tylko nadarzyła się okazja, wróciłem do Tanzanii po raz drugi.To była wyprawa przyjaciół. W naszej grupie byli: malarka Katarzyna Pisera, kompozytor Krzesimir Dębski, filmowiec Wojtek Ostrowski, polityk Wiesław Walendziak a także paru innych znajomych.

Zanim stanęliśmy u stóp Kilimandżaro odwiedziliśmy wyspę Zanzibar. Chcieliśmy trochę odpocząć i spędzić przyjemnie czas – oglądaliśmy żyjące tylko na tej wyspie małpy Kolumba, pływaliśmy z delfinami w Oceanie, nurkowaliśmy. Dobrze było patrzeć na łodzie, na dzieci zbierające owoce morza, kobiety suszące sieci, rybaków wracających z połowów. Przyjemnie było pochodzić po uliczkach Stone Town, oglądać uprawy goździków, trochę marzyć…

W końcu jednak wylądowaliśmy na Kilimanjaro International Airport i rozpoczęliśmy marsz w kierunku Uhuru Peak - najwyższego miejsca na kraterze wulkanu Kilimandżaro. Droga miała poprowadzić nas przez las tropikalny i step, aż do lodowca w górnej części masywu. Nie szła bezpośrednio na szczyt lecz okrążała wulkan, dając szansę oglądania go z różnych stron.

Kilimandżaro nie jest trudną górę i każdy zdrowy, cieszący się dobrą kondycją człowiek może stanąć na jej szczycie. Do jej zdobycia nie jest potrzebny sprzęt wspinaczkowy, ani jakieś szczególne umiejętności. Głównym problemem jest wysokość – choroba wysokościowa potrafi uniemożliwić dalszy marsz (tylko 25 proc. wspinaczy dociera na sam szczyt). Najtrudniejszy jest końcowy odcinek i w ostatnią noc musieliśmy trochę „popracować”. Wyszliśmy około północy z obozu na wysokości 4600 m n.p.m. oświetlając szlak czołówkami. Pierwsza szła Katarzyna i my, mężczyźni, musieliśmy włożyć sporo sił, by nie zostać w tyle. Po ośmiu godzinach wyczerpującego marszu wschód słońca obejrzeliśmy już ze szczytu Uhuru Peak na wysokości 5896 m n.p.m.

W nagrodę za zdobycie góry wybraliśmy się później na safari – na równinę Serengeti, krater Ngoro-Ngoro i po okolicach jeziora Manyara.